Przyczyna – natura – skutek

Technika odbiera dorastającemu człowiekowi ogląd zjawisk natury. Zarazem nowoczesne mieszkanie, będące jedynie miejscem jedzenia i spania, pozbawia dziecko widoku dorosłych przy pracy. Ojca widzi jako czytelnika gazet i telewidza popijającego piwo, również czynności matki nie są już w epoce pralek, zmywarek i puszek z konserwami specjalnie pouczające.

„Sztuka wychowania. Szkoła bez lęku”, Christoph Lindenberg

Takie uwagi p. Christoph Lindenberg poczynił jakieś 40 lat temu.

Jednym z najważniejszych fundamentów mojego myślenia, tworzenia i analizowania jest głęboko zakorzeniona zasada przyczyny i skutku. Wszystko, co dzieje się w przyrodzie, w społeczeństwie i w życiu, ma swoją przyczynę, są jakieś konkretne okoliczności, które w ogóle umożliwiają to „dzianie się”, i cokolwiek się stanie, ma swoje skutki: bliższy i bezpośredni, oraz dalszy. Uczyłam się tego w szkole podstawowej na lekcjach historii. Pani Halinka Szut nie zawsze nas prosiła o wymienianie jakiś wydarzeń historycznych, ale zawsze wymagała podania przyczyny i skutku konkretnego wydarzenia. Żadne z nich nie istniało w próżni i żadne nie wyrosło z niczego.

Uczyłam się przyczynowości od rodziców. Od mamy, która zawsze i z zapałem pielęgnowała ogród i pokazywała, że jak się tego przez chwilę nie zrobi na czas, to potem rośliny wydają gorszy plon, rosną mniejsze albo giną. Wieczorem oglądasz o jeden film za dużo, rano wstajesz o dwie godziny później, godzinę dłużej dobudzasz się niż zwykle, nie podlejesz przed upałem ogrodu, wieczorem twoja roślina walczy o życie. Przyczyna i skutek.

Nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym, jak bardzo kształcące jest dla młodego człowieka, gdy widzi, że świat nie kręci się sam, że gdzieś ktoś musi włożyć dużo energii w to, żeby było gdzie spać, co zjeść, w co się ubrać. Mówiono mi często o tym, że nie ma nic za darmo, że nic nie dzieje się samo, ale mówić to jedno, a widok ojca, który najpierw drzewo ścina, potem je suszy, potem przywozi do domu, żeby dosuszyć jeszcze na podwórku, podocinać i znieść do piwnicy, żeby zimą móc spalać, jednak daje do myślenia. A jak się w piecu nie zapali, to jest zimno i zamiast narzekać, że źle, trzeba po prostu się tym zająć: wyjąć popiół z wczoraj, zajść po drewno to do ogrzania i to na rozpałkę, zapalić. Zrobić to według ustalonego algorytmu i ogrzać się efektem. Gdyby tak ludzie postępowali – działali i polepszali świat wokół siebie, choćby małymi krokami, zamiast narzekać!

Tak, praca uczy. Bezpośrednia, staroświecka, fizyczna praca. Uczy przyczyn, skutków, uczy tego, że każdy z nas swoimi własnymi rękami może zmienić świat wokół siebie i ogrzać swój dom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *