Z okazji Dnia Kobiet o dyskryminowaniu Mężczyzn

A konkretniej to o dyskryminowaniu Ojców. Tak, tak.

Prawdopodobnie to, co napiszę nie jest jakąś normą, a jedynie powtarzającym się często schematem i z tego już tylko względu warto go wskazać – to z nawyków rodzą się normy, przekonania. Czasem dobre, innym razem niekoniecznie. Myślę, że to, co mam do napisania mieści się w kategorii „niekoniecznie dobre”.

Read more

Więcej niż edukacja, więcej niż piknik, więcej niż odpowiedzialność

O Pikniku organizowanym przez Więcej niż edukacja najlepiej poczytać u źródła – o tutaj. Mieliśmy wielką przyjemność być wśród osób wspaniale ugoszczonych przez Dziewczyny. Dla nas ten czas był pierwszym kontaktem z większą grupą homeschoolersów.

Read more

Dobry kotlet nie jest zły

A  przypomniał mi się stary filmik z cyklu kuchnia wielodzietnych.

Filmik powstał po tym, ja obudziło mnie radosne:

– Mamo! My zrobiliśmy jajko do kotletów!
– Jajko?
– Taaaaak!
– Ale do kotletów? Macie mięso?
– Nie.
– A będzie te kotlety też robić?
– Tak!
– A do sklepu po mięso też idziesz?
– Y.. ty pójdziesz?
– Nie, ja na pewno nigdzie nie idę.
Bieg do kuchni:
– Tato! Trzeba iść do sklepu, ja będę robił z mamą kotlety!

Więc kotlety robiły się od rana, a mama w piżamie dokumentowała ten niecny proceder.

Sekrety wielodzietnych. Karmienie.

Podobno bardzo dużo pracy jest z jednym dzieckiem. Jestem przekonana, że to prawda. Taki dzieciak to istny zawrót głowy. Dlatego mam ich więcej. Sekret tkwi w tym, żeby od początku przyuczać je do wyręczania mnie. Dzisiaj zdradzę jak wykorzystuję Antka:

I żeby nikt nie pomyślał, że to sporadyczne, że tylko teraz, bo jest starszy czy coś, dowód że robię tak od dawna jest, o proszę bardzo:

Więc pamiętajcie: żadne dziecko nie jest za małe, żeby pomagać w domu!

 

Wielodzietność i zazdrość

Trochę mi ręka drży jak piszę o nas, żeśmy wielodzietni, bo co to za wielość ta trójeczka grzecznych, słodkich aniołków (piszę tak, bo 2/3 z nich śpi, a 1/3 spędza czas z tatusiem 😀 – z takiej perspektywy to można, wybaczcie).

Kiedy rodziła się Zosia – druga, Antek jeszcze nie umiał chodzić. Miał skończyć roczek za kilka dni. Całe swoje życie spędził ze mną, prawieże „tylko ze mną”, a tu miało pojawić się maleństwo. Bałam się wybuchów zazdrości, a jeszcze bardziej zdradzieckiej zazdrości, która zamiast wybuchać, podżera człowieka od środka. Mojego małego człowieka, małego Tosia.

Bać się rzecz ludzka i naturalna, rozsądnie jest zrobić coś, by ryzyko ziszczenia się najgorszego minimalizować, więc przystąpiłam do dzieła: nigdy nie powiedziałam synowi, że nie mam dla niego czasu, bo muszę zając się małą. Choćby nie wiem co się działo, zawsze poświęcałam uwagę. Zwykle jedno tuliłam, a z drugim rozmawiałam. Podczas karmienia piersią, zawsze zagadywałam Antoniego, interesowałam się tym, co robi, chwaliłam itd. Gdy zajmowałam się Młodszą, opowiadałam Starszemu co robię, włączałam go w opiekę, tłumaczyłam, że jeszcze niedawno nim też się tak zajmowałam i on też nie umiał jeszcze chodzić, podnieść głowy itd. Zresztą był to czas, kiedy Antek też jeszcze był pieluchowy, więc przynajmniej nie było zazdrości o te chwile.

Zazdrości w ogóle nie było. Była miłość od początku. I wielka, wielka wyrozumiałość Antka względem Zosi. Do dziś jest dla niej wyrozumiały.

Teraz urodził się Najmłodszy (na kilka dni przed czwartymi urodzinami Antka i trzecimi urodzinami Zosi). Powtarzam mechanizm dzielenia uwagi. Czasem pozwalam Najmłodszemu chwilę czekać, nie porzucam natychmiast Starszaków, gdy tylko Osesek piśnie, włączam dzieci w opiekę, ale nie przerzucam na nich swoich obowiązków – jak nie chcą pomóc, nic się nie dzieje, radzę sobie sama. Tłumaczę, wyjaśniam. Dużo dopytują.

Zazdrości nie ma.

Czasem jest większa potrzeba tulenia się. Wbijają się we mnie, w Tatę, ale to jest ok. Swoją potrzebę tulenia wrażają też względem siebie i względem Najmłodszego. Aż trudno uwierzyć, że tak gładko poszło, więc podpuszczam któregoś dnia Antka:

– Słuchaj, a Ty nie chciałbyś mieć mamy i taty tylko dla siebie? – patrzy na mnie zdziwiony – Wiesz, bo teraz masz jeszcze siostrę i brata, a mógłbyś być sam w domu i wtedy byłabym tylko Twoją mamą, i Tata byłby tylko Twój, nie chciałbyś tak?

Popatrzył na mnie swoimi zdziwionymi oczami, jakby nie rozumiał o czym ja w ogóle mówię i zmienił tor rozmowy:
– Ja chcę mieć jeszcze jedną siostrę.

Dziękuję, pozamiatane.

Reakcje na trójdzietność

Wchodzę wczoraj popołudniu do salonu mojego operatora i proszę o nową kartę sim. Byłam z całą kajzarobandą. Tomek spał w wózku, starszaki zdjęły kurtki i rozsiadły się na kanapach  (każde na swojej), w ciszy spokojnie czekając aż dam sygnał do wyjścia.

Pani bardzo miła, sprawdza dowód, klika coś w systemie, znajduje nowa kartę. Pytam o cenę usługi.

– W pani przypadku to za darmo, bo to pierwsza wymiana.

– To miło.

– Ale to i tak do pięciu złotych kosztuje.

– OK.

Kobieta podaje mi kartę i patrzy jak mocuje się z jej włożeniem. Spogląda na mnie, na dzieci, na wózek,  dzieci, telefon, znowu na mnie i wypala:

– Pani miała do tej pory bardzo stary telefon, prawda?

*********

Z kolei starsze sąsiadki w naszym bloku wzruszają się, jak widzą kajzarobandę. A kajzarobanda patrzy wielkimi zdziwionymi oczami i nie rozumie.

Przy kolejnych spotkaniach sąsiadki już lepiej trzymają na wodzy emocje. Wspominają coś o swoim wnuku lub wnuczce. Zwykle też dowiaduję się, ile lat ma córka / syn /synowa i dlaczego nie może mieć już więcej dzieci. Są takie też, które mówią o tym, że to z lenistwa nie chcą więcej. A jedna mówi: „ja miałam jedną, bo nie myślałam, nie chciałam, nie zastanawiałam się, no i nie chciało mi się, tak było wygodnie, a teraz żałuję, niczego nie żałuję, tylko tego. Ona też ma jedną i powiedziała, że nie chce więcej. A ja żałuję.”

*********

– Trójka? Jak dajesz radę? Ja z jednym ledwo. Ciągle coś chce i trzeba się zajmować. Wczoraj np. biegaliśmy dookoła stołu przez godzinę.

– Moje biegają z sobą, ja mogę obserwować znad książki.

*********

Jedziemy autobusem. Ja z trójką. Tomek z wózka nie ucieka, Zosia usiadła blisko mnie, ale Antka fantazja poniosła na koniec autobusu (ja w środku, gdzie miejsce dla wózków). Co przystanek, co światła, wołam go, żeby podszedł bliżej i podbiega (autobus prawie pusty). W końcu dojeżdżamy do naszego przystanku. Wciskam przycisk otwierania drzwi, do dzieci wołam już wcześniej, Antek leci do mnie, Zosia złapana za rękę potknęła się i podnosiłam ją ekspresowo, drugą ręką trzymając wciąż wózek. Dopadamy do drzwi, to naprawdę poszło bardzo sprawnie, a one zamykają się nam przed nosem. Musiał kierowca wcisnąć to zamykanie od razu, jak jeszcze się otwierały. Zosia w płacz, ja tylko wciskam guzik otwierania i spoglądam na kierowcę. Patrzył na mnie, widział, jak kolejny raz wcisnęłam guzik i wcinął gaz. Zostałam na środku nie opierając się o nic, trzymając w prawej ręce odblokowany wózek, w lewej ściskając dwie małe rączki (oni też niczego się nie trzymali poza mną) i pocieszając płaczącą Zosię, że nic się nie stało, bo dalej jedziemy razem i że to bardzo ważne, żeby trzymać się blisko siebie w tych uroczych autobusach. I w ogóle też..

*********

„Pięć lat po ślubie i trójka dzieci? Mało kto tak ma. Przestańcie już.”

*********

„A sąsiadka z góry ma córkę, pamiętasz ją? No to ona w twoim wieku była. I ona też ma dziecko. Jedno. Córeczkę. Taką ładną (a moje to mać jakie?) dziewczyneczkę. I przyjeżdża tutaj do matki. W Londynie mieszkają, ale przyjeżdża, bo to jedno dziecko, to może przyjechać. Taka wolna jest, swobodna, a ty ciągle uwiązana z tymi dziećmi wszędzie, a ona wolna. Nie chciałabyś być taka wolna?”

Nie! Oczywiście, że nie! Nigdy! Jestem dumna z kajzarobandy 🙂

a8b7b7182b8491c2ea7cc735bcaad91d576a0f50324280c8c5987b36bcd1d2a9

e, gadanie, mama, tylko gadanie

566ef1e631b132efbc8e8a7709c66a057ad5835f36f333f8095fb98862517e55.0

w kupie siła!

Wielodzietność – z podziwem czy litością będą patrzeć?

Wielodzietni – to brzmi dumnie!

A przynajmniej ja tak uważam.

Od kiedy pojawił się Tomasz, czuję potrzebę konfrontowania się z tymi, którzy uważają inaczej i też od tego czasu, od kilku miesięcy, dojrzewa we mnie myśl, żeby napisać post na ten temat. O tym, że to nasza sprawa, że to tak indywidualna i tak osobista decyzja, że nikt nie ma prawa się wtrącać, o tym, że nie można w kategoriach zmęczenia rozpatrywać sensowności przedsięwzięcia wychowania gromadki dzieci miast jednego czy dwojga tak samo, jak nie można maratończykowi powiedzieć, żeby biegał sobie po kawałku przez pół roku, to się tak nie zmęczy. Radość z przebiegnięcia maratonu jest inna niż z systematycznego biegania po kawałku. Po prostu „inna”, nie wartościuję.

Mijały miesiące, zmieniały się koncepcje aż dzisiaj w końcu doszłam do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu pisać apologii stylu życia wielodzietnych. Po co? W końcu, skoro to tak prywatna i osobista sprawa, że nikt nie ma prawa się wtrącać, to też i dyskusje nie są uzasadnione. Uzasadnione jest świadectwo i mówienie o tym dobru, którego doświadczamy. To, czy ktoś patrzy na nas z podziwem czy litością, odzwierciedla tego kogoś obawy i nadzieje, ale nie nasze doświadczenie.

A tak w ogóle, poza tym, to co to za wielodzietność trójka?

81c7aa840ee159c74afa119d600c3062aeea9576dd664e440bc59f7c28223892

Czy jest coś fajniejszego niż ich miłość?