Nauczyć się być, jak Montessori

Kochani!

Postanowiłam uczyć swoje dzieci metodą Marii Montessori i z tego powodu proszę o pomoc w doedukowaniu się! Szczególnie poszukuję książek o filozofii Montessori, ale też o praktyce. Chętnie poczytałabym o materiałach, które opracowała, o idei przygotowanego otoczenia, która ostatnio rozpala moją wyobraźnię i napędza życiowe decyzje (jakby tak mieć w mieszkaniu pokój tylko do pracy dla dzieci, jakby mieć mieszkanie na tyle duże, żeby taki pokój się w nim zmieścił..).

Reasumując interesują mnie takie rzeczy:

  1. idea nauczania Montessori
  2. jak przygotować otoczenie dla dzieci
  3. jak w praktyce prowadzić dziecko i podążać za nim,
  4. jakie materiały dla dzieci opracowała Maria Monterssori
  5. gdzie szukać wsparcia i środowiska Montessoriańskiego (poza szkołami i przedszkolami) w Krakowie lub w siebi
  6. gdzie warto szukać materiałów
  7. czy jest jakiś program nauczania, z którego można skorzystać?

Napiszcie proszę w komentarzach jakie tytuły polecacie, dajcie linki do wartościowych materiałów, rzućcie tytułem, nazwiskiem, miejscem, a ja lecę do księgarni, kupuję i już za chwilę będę mądrzejsza! POMOCY!

Z góry dzięki!

 

PS. Tak naprawdę to szukam mentora, który pokaże mi w miarę rozwoju moich dzieci, jakie umiejętności i jaką wiedzę ja muszę zdobyć, żeby nadążyć za nimi. Pomoc mile widziana. Dzieci jest trójeczka, jest dla kogo się starać 🙂

 

Edit: wiele komentarzy i porad otrzymałam na facebooku w grupie Edukacja domowa. Tutaj screen:

Zrzut ekranu z 2016-06-11 08-13-38

Determinacje nieskrępowanego uczenia

W zasadzie zawsze lubiłam tworzyć i zawsze lubiłam podnosić swój warsztat w różnych dziedzinach. Było kilka takich, którym poświęciłam więcej czasu niż innym: pisanie, gitara, szachy, rowerowe zwiedzanie okolic. Z różnym skutkiem, oczywiście. Im jestem starsza tym bardziej dochodzę do wniosku, że chodzi bardziej o wysiłek włożony w ćwiczenie i rozpychanie swojego umysłu niż o wirtuozerię we wszystkim, czego się dotykam. Albo o jakąkolwiek wirtuozerię. Nabywając różnych umiejętności i różnej wiedzy, kształcimy też, a może przede wszystkim, swoje poczucie własnej wartości, możliwości wdrożenia się we wszystko, co ludzkie, podążania za swoją intuicją, znajdywania się w nowych przestrzeniach i wśród coraz to innych okoliczności. Dobrze jest czuć, że ogranicza nas czas, a nie jakieś nieokreślone, magiczne „ja się do tego nie nadaję”.

Czytam teraz książkę bijącą ostatnio rekordy popularności na wszystkich grupach i blogach edukacyjnych: „…i nigdy nie chodziłem do szkoły”, Stern Andre. Nie zachwyciła mnie, bo tak naprawdę jest autobiograficzną opowieścią o nieskrępowanym, swobodnym procesie nauki i kształtowania osobowości autora. Czasem mnie kuje tym, że mi nie dane były takie warunki i takie możliwości, innym razem myślę, że w moim świecie, też dobrym i pięknym świecie dzieciństwa, dane mi było doświadczać entuzjazmu, radości i determinacji, jakie towarzyszyły Andre w jego podróży po świecie wiedzy, dane mi było uczyć się samej, swobodnie i z mądrym wsparciem naszych dyskretnych Rodziców. Wiele mi pokazali. Tylko, że ja chodziłam do szkoły 🙂

Fascynujące jest odczytywanie z międzywierszy informacji o tym, jak rodzice Andre przygotowali jego dziecięcy świat, jak inspirujące, delikatne i dobre otoczenie mu zapewnili. Coraz więcej myślę właśnie o tym otoczeniu. Myślę w kontekście nauki i wzrastania naszych dzieci, które sięgną przecież po to, co mają wokół siebie i tym się zafascynują albo zawieszą się w swoim rozwoju. To od nas zależy, to my kreujemy przestrzeń.