Wszystkie wielkie sprawy to normalność codziennie

Im dłużej zastanawiam się, jak trafić do encyklopedii (rozważałam wsadzenie swojego zdjęcia między kartki np.), albo do Wikipedii (tutaj trudniej się wpisać, bo społeczność może wywalić), albo chociaż PRZEDE WSZYSTKIM być dobrze zapamiętaną tam, gdzie się pojawiam, być dobrą matką, żoną, programistką, blog prowadzić z sensem, o ludziach wokół siebie pamiętać i dać się zapamiętać dobrze, tym bardziej myślę, że jest to rzecz ZUPEŁNIE ZWYKŁA, naturalna i codzienna, że im bardziej spinamy poślady tym gorzej dla pośladów. No i dla nas. Read more

Nie ma leniwych ludzi

Lenistwo nie istnieje. Leniwy chłopiec jest albo fizycznie chory, albo też nie interesuje się rzeczami, którymi zdaniem dorosłych powinien się interesować.”
A. S. Neil

Nic dodać, nic ująć. Widziałam już jak tłumiono i deprecjonowano rzeczywiste zainteresowania młodego człowieka po to, żeby przekierować jego życiową energię we „właściwą” stronę. Efekt był taki, że prawdziwe zainteresowanie marniało z niedożywienia czasem tej osoby, a jej czas był wrzucany bez większego efektu w dożywianie „słusznych” spraw. Nie szły one zbyt dobrze, bo serce było gdzie indziej.

Czy prawdziwe zainteresowanie małego chłopca i małej dziewczynki, rzeczywiście jest nic nie warte? Kto ma prawo o tym decydować? Rodzic, który wykonuje znienawidzoną pracę taki, którzy ciągle opowiada z pasją o nieswoim życiu lub niespełnionych planach? Czy może rodzic, który robi to, co kocha i wydaje mu się, że jest to tak zajefajne, że syn musi kochać to samo? No po prostu musi i już!

A nie, zapomniałam! Przecież minister edukacji (z małej piszę, bo mam na myśli wszystkich możliwych ministrów edukacji), wie które zainteresowanie jest właściwe i w jakim czasie. W pierwszej klawie litery i liczenia do dwudziestu, w drugiej wierszyk taki to a taki, w trzeciej budowa drzewa, warstwy lasu i takie tam. O czym ja w ogóle pisałam?

Zabić tekstem

Dobra trucizna jest niezauważalna, smakuje albo zdaje się być neutralna, nie budzi podejrzeń. I najważniejsze: nie zabija od razu. Odkłada się w organiźmie i z pełną skutecznością morduje, gdy ofiara jest daleko od nas, więc i my jesteśmy poza podejrzeniami. Tak można truć swoje dzieci, małżonka czy małżonkę, można taki jad sączyć najbliższej rodzinie latami. Jak? Oto przykłady. Czytajcie i uczcie się.. jak nie robić.

Daj, ja to zrobię, bo widzę, że coś Ci nie idzie.

Powyższy tekst należy powtarzać nieustająco przy każdej, nawet najbłahszej czynności. W zasadzie im sprawa jest mniejszej wagi, tym lepiej, pomaga to wtedy utrwalić głęboką „pokorę” w człowieku: wszyscy lepiej niż ja obierają ziemniaki, nie umiem wytrzeć kurzy, nie znam się na kupowaniu pomidorów.

– Przepraszam, mamo.

– Nie przepraszaj! Jakbyś więcej myślał, to nie musiałbyś przepraszać!

Ludziom czasem wydaje się, że można popełnić błąd i przeprosić, a to nieprawda! Należy nie przyjmować przeprosin, podkreślić winę i zaakcentować fakt, że przepraszanie jest tylko dla tych, którzy nie myślą, nie czują, nie rozumieją i w ogóle nie nadają się do życia!

– Przepraszam, nie chciałam!

– Teraz mnie przepraszasz? A co mi po „przepraszam”, jak mnie palec boli?

albo:

– Przepraszam? Za „przepraszam” nic nie kupię.

Każdemu zdarza się stanąć komuś na odcisku, stłuc talerz czy wyrządzić inną, nieodwracalną szkodę. Trzeba ten moment bezwzględnie wykorzystać, podkreślając niemożność pełnego zadośćuczynienia i własną szkodę. Niech ten drugi wie, że jak coś zepsuje, to już na amen. I jeszcze ludzi krzywdzi wkoło siebie. I to jak krzywdzi!