PewnaBabcia bardzo kocha dzieci

Ma takie powołanie, by z dziećmi być i zajmować się nimi i dawać im całe swoje serce. Robi to rewelacyjnie! Dzieci są zadbane, umyte, wyspacerowane, wybawione, nakarmione, po prostu szczęśliwe!

#PewnaBabcia wzięła kilkumiesięczne dziecko na 4h. Zajęła się nim, bawiła, oddała matce. Matka wytuliła, wycałowała, wyściskała, wsadziła w huśtawkę i buja. #PewnaBabcia stoi i patrzy na całą tę scenę z uśmiechem, po czym stwierdza:

– Nie musisz bawić już dzisiaj, on jest wybawiony – wykonuje tutaj skłon w stronę dziecka – prawda? prawda?

Dziecko w śmiech, a matka myśli sobie: „Niedoczekanie twoje, że moje dziecko przywiążesz do siebie bardziej niż do mnie!” i kontynuuje dobry wieczór dobrych radosnych chwil ze swoim dzieckiem. Miód na serce matki, radość i harmonia w życiu dziecka!

Albo alternatywna sytuacja, gdy matka jest zmęczona / mniej pewna siebie / mniej świadoma zachodzących procesów / gdy chce zwyczajnie odsapnąć:

Dziecko w śmiech, a matka myśli sobie: „Zajefajnie. Wrzucam go do łóżeczka, dam zabawki, flachę i niech się bawi, chleje swoje mleko i śpi. Tylko pampersa przewinę za godzinkę i wieczór dla siebie!”

A dzidziuś? On tylko kojarzy pozytywne emocje z #PewnąBabcią i z mlekiem, i z zabawkami. Dobranoc.

PS. Przypominam, że #PewnaBabcia jest tylko inspirowana realem i kolorowana moimi kredkami!

Slow life

Chyba w końcu znalazłam nazwę (znaną od dawna, a jakże!) na to, co mi się ostatnio przemyśliwuje i marzy. Ale po kolei!

Nasze życie wygląda jak jakiś pijany sen, doszłam do tego w końcu. Z rana pęd do przedszkola, popołudniu do przedszkola, do tego praca po 8h dziennie i dojazdy po Krakowie. Dominik do pracy koło 1h jedzie, czyli od wyjścia z domu z dziećmi, przez przedszkole i pracę do powrotu (o ile zakupów po drodze nie ma), wychodzi mu koło 11h poza domem. Szaleństwo!

Zaczęłam się zastanawiać nad sensownością pracowania 8h, jeśli dojazdy są tak duże? Może 6/8 etatu wystarczy? Z może trzeba się przeprowadzić? Albo pracę zmienić na zdalną, czyli bez wychodzenia z domu? I przedszkole. Czy konieczne jest na cały dzień dla dzieci? Przecież w tygodniu prawie ich nie ma w domu? A co z robić z brakiem czasu na rower, spacer, sanki (taaa.. na nie to trzeba jechać w góry chyba)? Tak po prostu zaczynam o tym myśleć. Nie mam gotowych rozwiązań, ale wiem, że coś chcę zmienić, nie chcę, żeby nam uciekł czas razem, tak mało go mamy, dzieci tak szybko rosną, życia zawsze za krótkie.

W te mojej rozważania wpiął się rewelacyjnie ten artykuł:
Slow parenting – uważni rodzice, szczęśliwsze dzieci – polecam!