Rodzinka jak z reklamy, dom jak torebka Hermiony

Pamiętacie Hermionę, która zadawała się z Potterem. Tak, z Harry Potterem. Ona miała torebkę, do której pakowała wszystko, wszystko, wszystko. Bardziej wszystko niż my jesteśmy w stanie upakować. Tak sobie przypomniałam, czytając w internetach pytanie jednej z pań o to, jak to zrobić, żeby dwuletni artysta malarz nie był tłumiony w swojej twórczej pasji. No jak? I jak jeszcze pomieścić wszelkie inne jego pasje, jak gotowanie, czytanie, drzemanie w salonie i wiele, wiele innych?

Read more

Nie zasłużyła na dziecko

Szok i niedowierzanie!
Lata temu, wiele bardzo lat temu, czytałam o kobiecie, która adoptowała kilkunastoletnie dziewczyny w ciąży albo będące już mamami po to, żeby dać im dom i poczucie bezpieczeństwa, by miały okazję wychować swoje dziecko i skończyć szkołę, znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Wydawało mi się to fantastyczne, że nie muszą tułać się po domach dziecka z własnym dzieckiem, czy po jakiś placówkach, a mają szansę, wystartować w życie z domu, nie z placówki. Nawet myślałam nieraz, że może trzeba zrobić wymagane prawem kursy po to, by móc kiedyś dać coś podobnego jakiejś dziewczynie i jej dziecku? Read more

Na chlebek, masełko i żelki

Tak się złożyło, że na chleb, masło i żelki zarabiamy przy komputerach. No trudno, różne nieszczęścia chodzą po ludziach, niektórych na przykład tykła technologia i muszą z tym jakoś żyć. Dyskusja zaczyna się, gdy dzieci nauczą się mówić (podobno tę dyskusje może przerwać tylko moja śmierć) i cykną się, że poza światem wielkiej poważnej pracy, komputer otwiera też świat płaskoekranowej rozrywki. I co wtedy? Read more

Świat musi być radosny!

Dzieci przechodzą kolejne etapy swojego rozwoju, a ja nieustająco się nimi zachwycam i rzucam się na te ich nowe światy tak, jakbym sama je odkrywała. To w sumie nie do końca tak jest z tym odkrywaniem, to raczej przypominanie sobie swoich własnych dziecięcych zachwyceń i zaciekawień, ale – z racji tego, że stara już jestem i mało z dzieciństwa pamiętam – bardziej jest to zachwycanie się tym, jak one poznają, ćwiczą, jak kształtują siebie, jak się starają, walczą z emocjami, są same dla siebie wyrozumiałe. To Antkowe: „To nic nie szkodzi, może jutro się uda. Może.”
Albo Zosine: „Jestem duża, dam radę, nie trzeba mi pomagać.”, żeby za chwilę zawołać: „Trzeba mi pomóc! Pomożesz mi?”
Moje!

Tematy ostatnich dni:

  • kolorowanie w swoim własnym stylu,
  • zainteresowanie przyrodą, gatunkami drzew,
  • geografia i ogólna wiedza o kontynentach i krajach,
  • flagi różnych państw – Światowe Dni Młodzieży w Krakowie sprzyjają,
  • doskonalenie mówienia,
  • ćwiczenie pisania (z tym nie jest łatwo),
  • nauka jazdy na rowerze, hulajnodze i rolkach,
  • fotografia
  • (…)

Ludzie, czy Wy wiecie ile niespotykanych rzeczy codziennie spotykamy!!!!????

Sekrety wielodzietnych. Karmienie.

Podobno bardzo dużo pracy jest z jednym dzieckiem. Jestem przekonana, że to prawda. Taki dzieciak to istny zawrót głowy. Dlatego mam ich więcej. Sekret tkwi w tym, żeby od początku przyuczać je do wyręczania mnie. Dzisiaj zdradzę jak wykorzystuję Antka:

I żeby nikt nie pomyślał, że to sporadyczne, że tylko teraz, bo jest starszy czy coś, dowód że robię tak od dawna jest, o proszę bardzo:

Więc pamiętajcie: żadne dziecko nie jest za małe, żeby pomagać w domu!

 

Marnuj czas z dzieckiem i bez niego

Strasznie wyśrubowane mamy względem siebie oczekiwania i ambicje. A potem względem dziecka, tak to się jakoś nakręca z pokolenia na pokolenie.

Znacie te mamy w garniturkach, na obcasie, zawsze eleganckie, podwożące dzieci do placówki fajnymi autkami i jadące tkwić w korku do pracy? My mieszkamy w Krakowie, wiemy co to korek poranny-codzienny-nieustający-zawsze-tak-samo-powoli-stać-godzina-albo-półtorej-zanim-dojedziesz. Wiemy, chociaż szczęśliwie nie jeździliśmy po Kraku swoim autem, a tramwajem, autobusem, rowerem. Na tramwaje i rowery korki nie działają, polecamy.

Gdy wyszłam za mąż dostałam kolejnego przyśpieszenia. Ciągły ból pewnej części ciała, że nie pracuję, tylko bezczelnie dziecko rodzę i wychowuję, a potem drugie. No widział kto takie coś? A chłop biedny pracować musi na wszystkich! Ile ja czasu zmarnowałam! Można było przecież pójść do pracy, jakoś przy okazji urodzić, no przecież nie tak od razu te dzieci! Są rzeczy ważne, które muszą być zrobione, są jakieś priorytety, jest kolejność rzeczy. Trzeba się najpierw uczyć i nie interesować najlepiej płcią przeciwną, bo to bardzo przeszkadza w nauce, potem trzeba zdobyć doświadczenie (to w zasadzie już podczas nauki, bo teraz dyplom bez doświadczenia niewiele znaczy). Umowę na stałe, mieszkanie, samochód, świat zwiedzić.

Nie, jeszcze raz. Są rzeczy ważne, które muszą być zrobione, są jakieś priorytety, jest kolejność rzeczy, a nad tym wszystkim kolejność relacji, miłości, potrzeba bliskości, trwania i przedłużenia gatunku. To nieprawda, że „to ci nie ucieknie, jeszcze zdążysz”, to nieprawda. Starzejemy się, zmieniamy. Może zdążymy, ale ten dzień ucieknie, świat będzie inny, ty będziesz inny / inna. Moje dzieci są już. Śpią tutaj dookoła i rosną, bezczelnie rosną. Codziennie bardziej niezależne. Dzisiaj Antek poinformował mnie, że idzie do domu. Byliśmy na deptaku celem zamalowania go kredą i dowiedziałam się, że ma chłopak pewną fizjologiczną potrzebę i w tym celu idzie. Tak po prostu. Tydzień temu jeszcze się bał pójść sam. Wystarczyło, że raz mu stworzyłam bezpieczne warunki i namówiłam, żeby się odważył. Za drugim razem zraportował problem i poszedł po tym, jak go lekko zachęciłam, za trzecim razem zraportował problem i poinformował, że idzie. Urosną nam te dzieci nie wiedzieć kiedy. Chodźmy zmarnować z nimi czas, naprawdę z nimi – rysujmy kredą, śpiewajmy piosenki, bawmy się bez ekranów, tak jak dawniej. Zmarnujmy swój czas z naszymi dziećmi, żeby nie zmarnować ich czasu, ich dzieciństwa. Każdy człowiek nosi w sobie dziecko, którym był. Oby ono było szczęśliwe, to i dorosłemu będzie łatwiej.

 

Dlaczego mam dzieci?

Czasem, gdy pokazujemy się z trójką naszych małych dzieci, spotykamy się ze zdziwieniem. Bywa, że musimy mierzyć się z pytaniem: „Tak po studiach zaraz takie poważne życie?”, zadanym przez człowieka, który jeszcze żyje niepoważnie, jak mniemam. Inny razem ktoś nam policzy, co jaki czas średnio rodzimy i że tempo za duże i ile jeszcze w tym tempie urodzimy. Pytania o radzenie sobie, błyskotliwe uwagi o hałasie czy urwaniu głowy są dość normalne. Trochę też śmiesznie jest, jak ktoś mówi w jednym zdaniu o tym, że to spoko mieć dzieci i z zainteresowaniem pyta o nasze, a w drugim (już oczywiście nie o mnie, tylko o kimś tam innym), że to strasznie z tymi dziećmi, bo to hałas i w ogóle żyć się z nimi nie da i „a daj Kasia spokój, z tymi dzieciakami”.

Częściej myślę niż mówię, że nic mnie w życiu nie spotkało bardziej wymagającego i satysfakcjonującego jednocześnie. I nic, kompletnie nic, nie potrafi mi dać takiej frajdy, takiej satysfakcji i takiego poczucia spełnienia, jak widok tych maluchów, które każdego dnia coś nowego poznają, odkrywają i prezentują. Codziennie pokonują cały swój świat, pokonują siebie, swoje obawy, lęki i ograniczenia, żeby wyjść dalej, móc więcej, umieć lepiej i zawstydzać nas, dorosłych i poważnych, swoją siłą, pasją i konsekwencją. Wspinają się, ćwiczą pamięć, uczą się stać na jednej nodze, logicznie wiążą świat z tych fragmentów, które dane im już było poznać. Są wspaniałe, rewelacyjne. Sporo mnie w życiu spotkało chwil szczęśliwych i wyjątkowych, ale to się nie umywa do kopa, jakie dają dzieciaki.

IMG-1461870246899-V