Rodzinka jak z reklamy, dom jak torebka Hermiony

Pamiętacie Hermionę, która zadawała się z Potterem. Tak, z Harry Potterem. Ona miała torebkę, do której pakowała wszystko, wszystko, wszystko. Bardziej wszystko niż my jesteśmy w stanie upakować. Tak sobie przypomniałam, czytając w internetach pytanie jednej z pań o to, jak to zrobić, żeby dwuletni artysta malarz nie był tłumiony w swojej twórczej pasji. No jak? I jak jeszcze pomieścić wszelkie inne jego pasje, jak gotowanie, czytanie, drzemanie w salonie i wiele, wiele innych?

Read more

Liczenie

Gdy byłam dzieckiem biegałam po ogródkach działkowych i liczyłam do stu różne rzeczy, które się akerat nawinęły – liście jakiś badyli zielonych albo szprychy roweru, albo w ogóle liczyłam, bo liczyć trzeba było – do STU, żeby udowodnić, że jest się już dość dużą, by móc się bawić ze starszymi, którzy takie liczenie mieli w małym paluszku, a oni stali, słuchali i sprawdzali czy dobrze mowię kolejne liczby. Zwykle się udawało. Read more

Więcej niż edukacja, więcej niż piknik, więcej niż odpowiedzialność

O Pikniku organizowanym przez Więcej niż edukacja najlepiej poczytać u źródła – o tutaj. Mieliśmy wielką przyjemność być wśród osób wspaniale ugoszczonych przez Dziewczyny. Dla nas ten czas był pierwszym kontaktem z większą grupą homeschoolersów.

Read more

Wszystkie wielkie sprawy to normalność codziennie

Im dłużej zastanawiam się, jak trafić do encyklopedii (rozważałam wsadzenie swojego zdjęcia między kartki np.), albo do Wikipedii (tutaj trudniej się wpisać, bo społeczność może wywalić), albo chociaż PRZEDE WSZYSTKIM być dobrze zapamiętaną tam, gdzie się pojawiam, być dobrą matką, żoną, programistką, blog prowadzić z sensem, o ludziach wokół siebie pamiętać i dać się zapamiętać dobrze, tym bardziej myślę, że jest to rzecz ZUPEŁNIE ZWYKŁA, naturalna i codzienna, że im bardziej spinamy poślady tym gorzej dla pośladów. No i dla nas. Read more

„…i nigdy nie chodziłem do szkoły” Andre Stern

„W świecie informatyki, którą młode pokolenia mają już w zasadzie we krwi, samoucy są wszechobecni i nikt się temu nie dziwi. To, co nie budzi zdumienia w tak rozległej dziedzinie, nie powinno też dziwić w innych obszarach edukacji.”

To prawda. W naszym zawodowym programistycznym życiu nie udało nam się jeszcze spotkać kogoś, kto nie byłby samoukiem. Nawet na studiach.

„..bardzo wymowne jest to, że dzieci dzisiaj pytają: „Kupisz mi…?” – zamiast – „Podarujesz mi?” „

Nasze też pytają o kupowanie. Postanowiłam zmienić swoje słownictwo, bo to ja przecież mówię: „kto Ci to kupił?”, „od kogo dostałeś?”, „tata ci kupił, a podziękowałeś tacie?”. Od teraz jest: „o, jakie piękne x dostałeś od taty!”. „A to jest prezent od cioci.”, „Babcia podarowała ci..”.

„Nasi rodzice nie próbowali ani nas przechytrzyć, ani odgrywać przed nami scen. Nie popadali w bezsensowną gadaninę, nie uciekali się do podstępów i nie targowali się z nami. W naszym domu nigdy nie padło podobne zdanie: ‚Jeśli to zrobisz, dostaniesz to lub tamto!’
Rodzice nigdy nie byli naszymi przeciwnikami, nie działali wbrew nam, my zaś nie byliśmy w stosunku do nich podejrzliwi i nie obawialiśmy się, że będą się mieszać do naszych spraw. Jeśli mówili ‚nie’, wiedzieliśmy, że musiał być ku temu ważny powód, nawet jeśli nie był on dla nas do końca jasny. Posłuszeństwo – to okropne, ale przecież lubiane słowo – nie było aktem poddania się, ale naturalnym efektem wielkiego zaufania, jakim darzyliśmy naszych rodziców.”

Zawsze miałam poczucie, że można być nawet z najmniejszym dzieckiem na zasadzie partnerskiej. I takie, że w zasadzie potwornie śmieszni jesteśmy próbując manipulować naszymi inteligentnymi dziećmi.
Antek z Zosia, gdy rozumieją dlaczego coś powinny zrobić, robią. Tak po prostu. Oddają zabawki w połowie zabawy, schodzą z placu zabaw na jedno wołanie.. Kochane są <3
Taka myśl uzupełniająca: żeby dzieci mogły ufać rodzicom na takim poziomie, o jakim pisał, najpierw rodzice muszą zaufać swoim dzieciom. Muszą przestać rościć sobie prawo do wiedzenia lepiej od dziecka w każdej dziedzinie.

*******

Zdecydowanie polecam przeczytanie tej książki, bo daje świeże poczucie, że nie wszystko, co jest na świecie, musi być dokładnie tak jak jest, że można coś zmienić w obrębie swojego domu, swojej rodziny, że można żyć lepiej niż się od nas oczekuje, i że nikt nie ma prawa oczekiwać, żebyśmy żyli tak, czy inaczej. Opowieść Andre pokazuje nam, że możemy być sobą. To może dość mocno powiedziane, nie będę się kłócić o te słowa, ale myślę, że czytając tę książkę możemy odzyskać trochę ludzkiej godności, która pozwala nam wzrastać, uczyć się, kształtować nasze umysły, serca i sumienia własną pracą, której nie ograniczają ustawy o oświacie.

Czytajcie, kochani, czytajcie, bo warto!

[buybox-widget category=”book” ean=”9788365532008″]

Kalkulator – to takie śmieszne!

Odgrzebałam dzisiaj swój inżynierski kalkulator z czasów studenckich. Kiedyś nie wyjmowałam go z torebki.. Wiedziałam, że jak zostawię na stole, przyczepią się do niego, nie mogło być inaczej. Miałam tylko wielką nadzieję, że nie zniszczą, ale to, co się stało, przerosło moje oczekiwania.

Nasz drogi pierworodny dorwał kalkulator: „Co to jest i do czego to służy?”

Pokazałam, że kalkulator umie dodawać. On ma piękny zwyczaj pisać na górze działanie, jakie jest wprowadzone, a wynik na dole po naciśnięciu = . Antek jest zafascynowany. Ponieważ w przedszkolu jednocześnie uczą się liczyć do 15, cały wieczór dzisiaj klikał po kalkulatorze działanie, my pokazywaliśmy odpowiednią ilość palców, które zliczał i sprawdzał, czy kalkulator myśli podobnie na temat wyniku.

Jak go to cieszy! I jak bawi! I śmieszy! Dawno nie widziałam go tak uradowanego 🙂

A za moich czasów mówiono, że kalkulator dopiero, jak się samemu biegle liczy pisemnie…