Kalkulator – to takie śmieszne!

Odgrzebałam dzisiaj swój inżynierski kalkulator z czasów studenckich. Kiedyś nie wyjmowałam go z torebki.. Wiedziałam, że jak zostawię na stole, przyczepią się do niego, nie mogło być inaczej. Miałam tylko wielką nadzieję, że nie zniszczą, ale to, co się stało, przerosło moje oczekiwania.

Nasz drogi pierworodny dorwał kalkulator: „Co to jest i do czego to służy?”

Pokazałam, że kalkulator umie dodawać. On ma piękny zwyczaj pisać na górze działanie, jakie jest wprowadzone, a wynik na dole po naciśnięciu = . Antek jest zafascynowany. Ponieważ w przedszkolu jednocześnie uczą się liczyć do 15, cały wieczór dzisiaj klikał po kalkulatorze działanie, my pokazywaliśmy odpowiednią ilość palców, które zliczał i sprawdzał, czy kalkulator myśli podobnie na temat wyniku.

Jak go to cieszy! I jak bawi! I śmieszy! Dawno nie widziałam go tak uradowanego 🙂

A za moich czasów mówiono, że kalkulator dopiero, jak się samemu biegle liczy pisemnie…