Nie rób tego swojemu dziecku!

Sklep ze sprzętem sportowym. Alejka z rolkami. Lato. Początek wakacji. Mama z dwiema córkami. Mama młoda bardzo. Ma na nogach rolki, podobnie jak jej starsza córka. Młodsza chodzi niespokojnie między mini i prosi o rolki.

– Nie! Ty nie umiesz jeździć!

Kręcą się dalej, młodszej już nie słyszę, za to coraz głośniejsze wypowiedzi mamy owszem:

– Nie, nie kupię ci, daj spokój! (..) Ty nie umiesz jeździć nawet na jednej, a co dopiero na dwóch! (..) Jesteś jeszcze za mała! Przestań mnie męczyć, nie umiesz jeździć!

Nie odezwałam się. Może też dlatego, że byłam z Zosią, dwa razy młodszą od tej „za małej na rolki, co nie umie jeździć nawet na jednej” i kupowałam Zosieńce jej pierwsze rolki? Tak mi szkoda tej deptanej dziewczynki. Nie, bo „za mała” i „nie umie”. A jak ma się nauczyć? Nie rób tego swojemu dziecku!

*****

Lato. Wakacje. Lipiec. W pobliskim kościele katedralnym koncert organowy w ramach festiwalu, mającego już kilkadziesiąt lat tradycji. Wśród wykonawców chór prawosławny Wojska Polskiego. Gratka. Ale nie wiedziałam, że to gratka.

– Babciu, będzie koncert, mogę pójść?
– Nie!
– Proszę.
– Nie! Po co?
– Posłuchać. x zł.
Ale ty się na tym nie znasz! Znasz się?
– Nie.
– To po co ty tam? To się trzeba znać!
– A jak inaczej mam się poznać?

Mnie na ten koncert wysłano. Było cudownie.

*****

Każde dziecko nie umie i to jest normalne. I każde może się nauczyć, i to też jest normalne. A czego się nie nauczy, tego nie będzie umiało jako dorosły. A jeśli przemyśli sprawę i przypomni sobie, jak zostało zdeptane sakramentalnym: nie umiesz, nie znasz się, nie wiesz nic o tym, kim ty w ogóle jesteś i co ty sobie myślisz, będzie miało słuszne pretensje do rodzica.

I ja rozumiem, że czasem się nie da, że trzeba (tak, tak, trzeba) dzieciom czasem odmawiać, ale nigdy nie dlatego, że nie umieją. Rodzic jest od tego, żeby nauczyć albo nauczenie umożliwić.. gdy to możliwe. A jak niemożliwe, niech wyjaśni dziecku czemu się nie da. I niech pamięta, że dzieci są bardzo mądre i naprawdę wszystko zrozumieją. Wszystko.

PS. Trafiłam na taki super filmik w sieci:

Przemoc emocjonalna w dyskusji publicznej

Wysłuchałam dyskusji, w której większość argumentów była atakiem na drugą stronę. Odnosiły się nie do przemiotu sprawy, tylko do takiego roboczego założenia, że osoba o poglądach reprezentowanych przez drugą stronę, jest śmieszna z założenia. Mimiką, tonem głosu, drwinami i pokwpiwaniem, od razu ustawiono rozmowę w układzie: atak-obrona. Read more