Wielodzietność i zazdrość

Trochę mi ręka drży jak piszę o nas, żeśmy wielodzietni, bo co to za wielość ta trójeczka grzecznych, słodkich aniołków (piszę tak, bo 2/3 z nich śpi, a 1/3 spędza czas z tatusiem 😀 – z takiej perspektywy to można, wybaczcie).

Kiedy rodziła się Zosia – druga, Antek jeszcze nie umiał chodzić. Miał skończyć roczek za kilka dni. Całe swoje życie spędził ze mną, prawieże „tylko ze mną”, a tu miało pojawić się maleństwo. Bałam się wybuchów zazdrości, a jeszcze bardziej zdradzieckiej zazdrości, która zamiast wybuchać, podżera człowieka od środka. Mojego małego człowieka, małego Tosia.

Bać się rzecz ludzka i naturalna, rozsądnie jest zrobić coś, by ryzyko ziszczenia się najgorszego minimalizować, więc przystąpiłam do dzieła: nigdy nie powiedziałam synowi, że nie mam dla niego czasu, bo muszę zając się małą. Choćby nie wiem co się działo, zawsze poświęcałam uwagę. Zwykle jedno tuliłam, a z drugim rozmawiałam. Podczas karmienia piersią, zawsze zagadywałam Antoniego, interesowałam się tym, co robi, chwaliłam itd. Gdy zajmowałam się Młodszą, opowiadałam Starszemu co robię, włączałam go w opiekę, tłumaczyłam, że jeszcze niedawno nim też się tak zajmowałam i on też nie umiał jeszcze chodzić, podnieść głowy itd. Zresztą był to czas, kiedy Antek też jeszcze był pieluchowy, więc przynajmniej nie było zazdrości o te chwile.

Zazdrości w ogóle nie było. Była miłość od początku. I wielka, wielka wyrozumiałość Antka względem Zosi. Do dziś jest dla niej wyrozumiały.

Teraz urodził się Najmłodszy (na kilka dni przed czwartymi urodzinami Antka i trzecimi urodzinami Zosi). Powtarzam mechanizm dzielenia uwagi. Czasem pozwalam Najmłodszemu chwilę czekać, nie porzucam natychmiast Starszaków, gdy tylko Osesek piśnie, włączam dzieci w opiekę, ale nie przerzucam na nich swoich obowiązków – jak nie chcą pomóc, nic się nie dzieje, radzę sobie sama. Tłumaczę, wyjaśniam. Dużo dopytują.

Zazdrości nie ma.

Czasem jest większa potrzeba tulenia się. Wbijają się we mnie, w Tatę, ale to jest ok. Swoją potrzebę tulenia wrażają też względem siebie i względem Najmłodszego. Aż trudno uwierzyć, że tak gładko poszło, więc podpuszczam któregoś dnia Antka:

– Słuchaj, a Ty nie chciałbyś mieć mamy i taty tylko dla siebie? – patrzy na mnie zdziwiony – Wiesz, bo teraz masz jeszcze siostrę i brata, a mógłbyś być sam w domu i wtedy byłabym tylko Twoją mamą, i Tata byłby tylko Twój, nie chciałbyś tak?

Popatrzył na mnie swoimi zdziwionymi oczami, jakby nie rozumiał o czym ja w ogóle mówię i zmienił tor rozmowy:
– Ja chcę mieć jeszcze jedną siostrę.

Dziękuję, pozamiatane.