#PewnaBabcia na ŚDM… nie poszła

#PewnaBabcia. Nie poszła na #ŚDM, bo bała się, że zasłabnie na słońcu, nie przyjęła pielgrzymów w domu, bo nie mieszka sama a młodzi niechętnie, ale i tak dała radę wpisać się w ten wielki ruch i w serca wielu z tych, których gościliśmy. Zawsze fascynowało mnie w PewnychBabciach to, że one cokolwiek potrzebują i postanowią, poradzą sobie. Zaradność. Niesamowita zaradność w każdej sytuacji w sposób zupełnie naturalny. Ad res!

Babcia jest krakowianką z urodzenia, mieszka w pobliżu punktu przesiadkowego i pod jej domem pielgrzymów było wielu:

– Jak oni szli! Ile ich było! Tutaj, po naszym osiedlu, jacy biedni! Na boso niektórzy tu po betonie! I my z koleżanką, bo ona ma samochód, podjechałyśmy pod Biedronkę, kupiłyśmy wody takie małe, takie (pokazuje) i dawałyśmy im ło tam stanęłyśmy i dawałyśmy.
Oni pokazywali, że nie mają pieniędzy, (tutaj gest wywalonych kieszeni), a ja im pokazywałam, żeby brali. I pili, pili od razu, ja tylko mówiłam: „Powoli, bo się utopisz!”. Niektórzy pytali, pokazywali tak na palcach, wie pani, dwie, albo trzy, a ja im pokazywałam: „Nawet dziesięć!

tv-hnder-och-tio-fingrar-som-isoleras-p-vit-56963775

– Papież wam coś kazał. Macie coś zrobić, róbcie, bo my już nie damy rady.

– Ale jaka ta młodzież! Jaka wspaniała, jak pozdrawiali, jak wołali! Niektórzy poszli najpierw w jedną, potem w drugą stronę, tacy zmęczeni byli, ale uśmiechnięci. I brali tę wodę, każdy brał. Potem jak doszli do Ćwiklińskiej to tam już wojsko było, to im dali wodę.

– A jedni mieli taką czapkę jakby kurczak, cała tutaj o tak (pokazuje). Jak ona mi się podobała! No ale nie poproszę, żeby mi dał, jak on przecież miał ją na głowie. A od Meksykanów to taką torebkę dostałyśmy, taką kolorową, jak oni robią!

*******

I tak #PewnaBabcia opowiadała i opowiadała cała rozentuzjazmowana. Teraz chodzi po osiedlu i opowiada wszystkim, jaka to wspaniała młodzież była „tu, na naszym deptaku, tutaj szli!”

I że autokar jechał i nie miał gdzie stanąć, to pokierowała pod sąsiedni blok. Co prawda tam nie było wydzielonego parkingu, ale ludzie wyjechali, to mogli sobie tam stać spokojnie. I że wolontariusze łamaną polszczyzną, ale polszczyzną mówili. I że Hiszpanie to się przytulali i ściskali (do niej, jak zrozumiałam). I że to, i tamto..

A ja w domu siedziałam.