Niszowy sprzeciw

W naszym świecie istnieje sporo standardów, które przez wiele jeszcze lat nie zostaną zmienione z prostej przyczyny: mało kto się nad nimi zastanawia. Jednym z nich jest np. ocenianie w szkole. Mało kto potrafi sobie wyobrazić, żeby w szkole nie byłoby stopni. „To po co dzieci miałyby się uczyć, jakby nie dostawały za to piątek? To jak zmobilizować tych leniwych?” – pytamy.

Read more

PewnaBabcia bardzo kocha dzieci

Ma takie powołanie, by z dziećmi być i zajmować się nimi i dawać im całe swoje serce. Robi to rewelacyjnie! Dzieci są zadbane, umyte, wyspacerowane, wybawione, nakarmione, po prostu szczęśliwe!

#PewnaBabcia wzięła kilkumiesięczne dziecko na 4h. Zajęła się nim, bawiła, oddała matce. Matka wytuliła, wycałowała, wyściskała, wsadziła w huśtawkę i buja. #PewnaBabcia stoi i patrzy na całą tę scenę z uśmiechem, po czym stwierdza:

– Nie musisz bawić już dzisiaj, on jest wybawiony – wykonuje tutaj skłon w stronę dziecka – prawda? prawda?

Dziecko w śmiech, a matka myśli sobie: „Niedoczekanie twoje, że moje dziecko przywiążesz do siebie bardziej niż do mnie!” i kontynuuje dobry wieczór dobrych radosnych chwil ze swoim dzieckiem. Miód na serce matki, radość i harmonia w życiu dziecka!

Albo alternatywna sytuacja, gdy matka jest zmęczona / mniej pewna siebie / mniej świadoma zachodzących procesów / gdy chce zwyczajnie odsapnąć:

Dziecko w śmiech, a matka myśli sobie: „Zajefajnie. Wrzucam go do łóżeczka, dam zabawki, flachę i niech się bawi, chleje swoje mleko i śpi. Tylko pampersa przewinę za godzinkę i wieczór dla siebie!”

A dzidziuś? On tylko kojarzy pozytywne emocje z #PewnąBabcią i z mlekiem, i z zabawkami. Dobranoc.

PS. Przypominam, że #PewnaBabcia jest tylko inspirowana realem i kolorowana moimi kredkami!

Sprzątać, grzecznym być to i lody będą!

#PewnaBabcia powiedziała do dzieci:

Nie, nie będzie już bajki, bo jesteście niegrzeczni! Proszę posprzątać klocki, to pójdziemy na lody!

Uff, Babciu, jak gorąco! To zdanie jest takie gęste od zła i dobra, że aż nie wiadomo, gdzie widelcem ukłuć!

#PewnaBabcia dobrze robi zachęcając dzieci do sprzątania, fajnie, że chce je zabrać na lody i jeszcze lepiej, że pilnuje, aby nie siedziały przed ekranami, tylko ruszyły się trochę. Pewna Babcia zawsze okazuje troskę i pozostaje czujna na poczynania dzieci i to wymaga pochwały i podziwiania. To nie jest takie proste zawsze czuwać, a ona czuwa!

Możemy #PewnąBabcię bardzo łatwo zdenerwować, zapytując uprzejmie o motywację:

– #PewnaBabciu, dlaczego powinno się sprzątać?
– Sprząta się, żeby było czysto! Nieprzyjemnie jest siedzieć w bałaganie i syfie, każdy lubi porządek, więc trzeba o niego dbać. Poza tym w bałaganie rzeczy się niszczą, gubią, łatwo je podeptać, brudzą się. Trzeba szanować to, co się ma.
Prawda – zakrzykniemy radośnie – czemu więc nie powiedziałaś tego dzieciom, tylko zasugerowałaś, że sprzątają po to, żeby dostać lody?
– Bo jakbym powiedziała dzieciom, że mają sprzątać, bo fajnie jest mieć czysto, to by mnie nie posłuchały.

I znowu #PewnaBabcia ma rację. I jak trudno jest nie rozpoznać tej babci w sobie, oj trudno! Ale wiecie, mi coś w sercu mówi, że dzieci są mądre i rozsądne. Pewnych spraw nie są w stanie przeskoczyć, pewnych chęci i niechęci nie potrafią jeszcze pokonać, bo i nam dorosłym nie zawsze to się udaje (św. Paweł pisał: „bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Rz 7, 18n), ale mimo to nie ma powodu, by dzieciom zmieniać motywację na nierealną. Bo wiecie, nikt nie będzie dorosłemu człowiekowi kupował lodów za to, że posprzątał po sobie.

Staram się tłumaczyć dzieciom, że porządek jest fajny. W przedszkolu, sprzątając, śpiewają piosenkę: „Już zabawki odkładamy na miejsce, na miejsce. Lubimy porządek, lubimy porządek ja i ty.”, więc i w domu podśpiewujemy (na melodię „Panie Janie”). Pomagam sprzątać, zachęcam, sama stając w pierwszej linii frontu. Pamiętam, że jako dziecko, przerażona byłam zawsze ogromem pracy, jaki trzeba włożyć w poskładanie zabawek rozsypanych po całej podłodze – to się wydawało nie do zrobienia! Przecież jak można cały świat poskładać do pudełka? To mega zadanie!

#PewnaBabcia ma rację – trzeba posprzątać klocki, zanim pójdzie się na lody, ale nie posprzątać, żeby pójść na lody, ale choćby po to, żeby było nam miło wracać do domu, w którym jest czysto. Uczmy dzieci, że praca przynosi owoce, a nie nagrody. I pokazujmy świat realny, nie twórzmy im getta z naszych oczekiwań.

A mój mąż mówi nieraz: „Chciałbym z Wami pójść na lody, ale nie mogę, bo chodzę i sprzątam to, co nabałaganiliście. Przestańcie bałaganić, porysujcie, albo zajmijcie się [wstaw cokolwiek ciekawego], ja zrobię to, co muszę dzisiaj zrobić i będziemy mogli spędzić razem fajne popołudnie.”
Mój kochany! <3

PS. Więcej o PewnejBabci tutaj: Rodzicielstwo bliskości i Pewna Babcia;

Nie rób tego swojemu dziecku!

Sklep ze sprzętem sportowym. Alejka z rolkami. Lato. Początek wakacji. Mama z dwiema córkami. Mama młoda bardzo. Ma na nogach rolki, podobnie jak jej starsza córka. Młodsza chodzi niespokojnie między mini i prosi o rolki.

– Nie! Ty nie umiesz jeździć!

Kręcą się dalej, młodszej już nie słyszę, za to coraz głośniejsze wypowiedzi mamy owszem:

– Nie, nie kupię ci, daj spokój! (..) Ty nie umiesz jeździć nawet na jednej, a co dopiero na dwóch! (..) Jesteś jeszcze za mała! Przestań mnie męczyć, nie umiesz jeździć!

Nie odezwałam się. Może też dlatego, że byłam z Zosią, dwa razy młodszą od tej „za małej na rolki, co nie umie jeździć nawet na jednej” i kupowałam Zosieńce jej pierwsze rolki? Tak mi szkoda tej deptanej dziewczynki. Nie, bo „za mała” i „nie umie”. A jak ma się nauczyć? Nie rób tego swojemu dziecku!

*****

Lato. Wakacje. Lipiec. W pobliskim kościele katedralnym koncert organowy w ramach festiwalu, mającego już kilkadziesiąt lat tradycji. Wśród wykonawców chór prawosławny Wojska Polskiego. Gratka. Ale nie wiedziałam, że to gratka.

– Babciu, będzie koncert, mogę pójść?
– Nie!
– Proszę.
– Nie! Po co?
– Posłuchać. x zł.
Ale ty się na tym nie znasz! Znasz się?
– Nie.
– To po co ty tam? To się trzeba znać!
– A jak inaczej mam się poznać?

Mnie na ten koncert wysłano. Było cudownie.

*****

Każde dziecko nie umie i to jest normalne. I każde może się nauczyć, i to też jest normalne. A czego się nie nauczy, tego nie będzie umiało jako dorosły. A jeśli przemyśli sprawę i przypomni sobie, jak zostało zdeptane sakramentalnym: nie umiesz, nie znasz się, nie wiesz nic o tym, kim ty w ogóle jesteś i co ty sobie myślisz, będzie miało słuszne pretensje do rodzica.

I ja rozumiem, że czasem się nie da, że trzeba (tak, tak, trzeba) dzieciom czasem odmawiać, ale nigdy nie dlatego, że nie umieją. Rodzic jest od tego, żeby nauczyć albo nauczenie umożliwić.. gdy to możliwe. A jak niemożliwe, niech wyjaśni dziecku czemu się nie da. I niech pamięta, że dzieci są bardzo mądre i naprawdę wszystko zrozumieją. Wszystko.

PS. Trafiłam na taki super filmik w sieci:

Przyczyna – natura – skutek

Technika odbiera dorastającemu człowiekowi ogląd zjawisk natury. Zarazem nowoczesne mieszkanie, będące jedynie miejscem jedzenia i spania, pozbawia dziecko widoku dorosłych przy pracy. Ojca widzi jako czytelnika gazet i telewidza popijającego piwo, również czynności matki nie są już w epoce pralek, zmywarek i puszek z konserwami specjalnie pouczające.

„Sztuka wychowania. Szkoła bez lęku”, Christoph Lindenberg

Takie uwagi p. Christoph Lindenberg poczynił jakieś 40 lat temu.

Jednym z najważniejszych fundamentów mojego myślenia, tworzenia i analizowania jest głęboko zakorzeniona zasada przyczyny i skutku. Wszystko, co dzieje się w przyrodzie, w społeczeństwie i w życiu, ma swoją przyczynę, są jakieś konkretne okoliczności, które w ogóle umożliwiają to „dzianie się”, i cokolwiek się stanie, ma swoje skutki: bliższy i bezpośredni, oraz dalszy. Uczyłam się tego w szkole podstawowej na lekcjach historii. Pani Halinka Szut nie zawsze nas prosiła o wymienianie jakiś wydarzeń historycznych, ale zawsze wymagała podania przyczyny i skutku konkretnego wydarzenia. Żadne z nich nie istniało w próżni i żadne nie wyrosło z niczego.

Uczyłam się przyczynowości od rodziców. Od mamy, która zawsze i z zapałem pielęgnowała ogród i pokazywała, że jak się tego przez chwilę nie zrobi na czas, to potem rośliny wydają gorszy plon, rosną mniejsze albo giną. Wieczorem oglądasz o jeden film za dużo, rano wstajesz o dwie godziny później, godzinę dłużej dobudzasz się niż zwykle, nie podlejesz przed upałem ogrodu, wieczorem twoja roślina walczy o życie. Przyczyna i skutek.

Nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym, jak bardzo kształcące jest dla młodego człowieka, gdy widzi, że świat nie kręci się sam, że gdzieś ktoś musi włożyć dużo energii w to, żeby było gdzie spać, co zjeść, w co się ubrać. Mówiono mi często o tym, że nie ma nic za darmo, że nic nie dzieje się samo, ale mówić to jedno, a widok ojca, który najpierw drzewo ścina, potem je suszy, potem przywozi do domu, żeby dosuszyć jeszcze na podwórku, podocinać i znieść do piwnicy, żeby zimą móc spalać, jednak daje do myślenia. A jak się w piecu nie zapali, to jest zimno i zamiast narzekać, że źle, trzeba po prostu się tym zająć: wyjąć popiół z wczoraj, zajść po drewno to do ogrzania i to na rozpałkę, zapalić. Zrobić to według ustalonego algorytmu i ogrzać się efektem. Gdyby tak ludzie postępowali – działali i polepszali świat wokół siebie, choćby małymi krokami, zamiast narzekać!

Tak, praca uczy. Bezpośrednia, staroświecka, fizyczna praca. Uczy przyczyn, skutków, uczy tego, że każdy z nas swoimi własnymi rękami może zmienić świat wokół siebie i ogrzać swój dom.

Ojcostwo pociąga

Kajzarowie to jeden organizm składający się z piątki różnych ludzi.
Wielką radością są dla mnie dzieci, lubię patrzeć jak rosną, zmieniają się, śmieją, jakie miny robią,
nawet jak rozrabiają (co się potem nasprzątam po tych zagapieniach!).

Ale macierzyństwo to nie tylko zachwyt nad małymi ludźmi.
To też, a często i przede wszystkim, zachwyt nad tym jednym człowiekiem,
który mi moje macierzyństwo podarował.

Lubię stawać z boku i patrzeć, jak jest ojcem.
Jest i staje się nim z każdym przytuleniem, po każdym kopniaku zafundowanym przez dzieci,
przy okazji zmęczenia, gdy tłumaczy im świat, gdy się z nimi bawi,
gdy stara się przetrwać do chwili, w której w końcu usną, gdy usypia z nimi albo i wcześniej.

Oto efekt tych moim zapatrzeń. Aparat nie jest w stanie złapać wszystkich obrazów,
które widziało moje serce, ale tych utrwalonych cyfrowo też się trochę znalazło 🙂

Cieszcie się ojcami swoich dzieci, jeśli tylko możecie.
To niesamowite widzieć trud Ojca Polaka z bliska, dzień po dniu, w blaskach i cieniach, spokoju, systematyczności i nerwach. W walce z samym sobą. Pociągające.

 

Dziecko – obywatel – niewolnik

Jestem w szoku. Przeczytałam tę wypowiedź i dziwię się, że ona naprawdę została przez kogoś na poważnie napisana. Nie chodzi o to, że mnie takie podejście zaskakuje w całej rozciągłości – nie, bo przecież wiem, że takie są trendy społeczne, ale że można tak mocno nie dostrzegać konsekwencji tego, co się napisało, to jestem w szoku.Przechwytywanie

Po kolei:

  1. „Dziecko nie jest własnością rodziców, a pełnoprawnym obywatelem.”Obywatel – tak dziecko, jak dorosły – nie jest własnością państwa, tylko pełnoprawnym człowiekiem, zdolnym i zobowiązanym do kształtowania swojego życia i odpowiadania za nie.
  2. „Dlatego państwo powinno inwestowac w darmowe i obowiązkowe złobki, przedszkola, stołówki, baseny etc. i wyrównywać szanse edukacyjne i społeczne tych dzieci, które nie mają zaangażowanych rodziców.”Te „darmowe i obowiązkowe” placówki mają być dla tych dzieci, które „nie mają zaangażowanych rodziców” czy dla wszystkich, żeby ułatwić urzędnikom proces weryfikowania który rodzic jest wystarczająco a który niewystarczająco zaangażowany? Da się to jakoś zmierzyć? A co z błędami urzędniczymi? I czy można wychować człowieka w placówce? Wystarczy zapewnić mu basen i stołówkę, czy jeszcze może czegoś potrzebować do tego, by jego „szanse edukacyjne i społeczne” były już dość dobrze wyrównane? A do czego równamy, co jest normą? A to nie jest przypadkiem tak, że to, z jakiego jesteś domu, co ci dali Twoi rodzice, zawsze w Tobie pozostanie do końca życia? I że jak dali Ci miłość, pewność siebie, akceptację i szacunek, to stanowi to Twój kapitał? Myślisz, że instytucja jest w stanie zapewnić to wszystko? A może trzeba by wyeliminować rodziców w ogóle z procesu kształtowania „pełnoprawnego obywatela”, bo przecież są najbardziej niepewnym czynnikiem w tym wszystkim? Jakby tak wszyscy mieszkali w placówce i każda była dokładnie taka sama, to przynajmniej różnic między ludźmi by nie było, bo to kto widział, żeby ludzie się różnili między sobą? A fuj!
  3. ” A zachęta finansowa, by to kobiety przejmowały funkcje opiekuńcze jest po prostu złośliwa, bo utrwala w ten sposób ich zależność finansową od mężczyzn. Co rzecz jasna nie jest problemem w udanych związkach, ale szybko może stać się problemem w związkach przemocowych.”Tak, to byłoby wyjątkowo złośliwe, jakby zachęta finansowa była uzależniona od tego czy kobieta, czy mężczyzna zarabia. Ale wiesz, znam takie pary, w których lepiej zarabiająca kobieta w momencie urodzenia dziecka zostaje z nim w domu, a mąż dalej chodzi do pracy. Nie wiem o co chodzi, pewnie nie o mleko w piersiach czy jakieś tam naturalne skłonności i potrzeby, to niemożliwe przecież, żeby matka miała potrzebę bycia ze swoim kilkumiesięcznym dzieckiem, skądże znowu! To pewnie ten złośliwy społeczny przymus i nieokreślona zachęta finansowa.