O niesprawiedliwościach

W wychowaniu dzieci największą niesprawiedliwością, jaka dotyka rodziców jest to, że zawsze, w każdym jednym momencie trudnym, ciężkim, stresującym, momencie kiedy zmęczenie powala z nóg, dzieci.. przeżywają to samo. Przeżywają i dowalają nam swoim przeżywaniem, bo przecież dziecko to dziecko, potrzebuje nas, naszego ciepła, obecności i cierpliwości, by móc swobodnie i pogodnie wzrastać. Jak my stresujemy się, to one nie potrafią sobie z sobą poradzić, marudzą, płaczą, same nie wiedzą czego chcą.

Dawno nie pisałam. U nas sporo pracy na każdym polu: zawodowo, w domu, w kwestii samorozwoju, nasze osobiste projekty leżą i kwiczą w oczekiwaniu na szczyptę czasu i sił, obojga brak.

Dzieci są w tym pięknym wieku, kiedy nie pytają „dlaczego?”, bo to przereklamowane, słyszymy natomiast wieczne: „czemu mamo? czemu tato?”. Antek wykazuje wielkie zainteresowanie czytaniem, więc trzeba zacząć go uczyć – zaczęliśmy. Zosia została pasowana na przedszkolaka, co kosztowało ją sporo nerwów (wiecie, jak to strasznie wyjść na scenę, jak całe przedszkole rodziców siedzi i się gapi?), ale potem satysfakcję miała mega, mega. Chodziła taaaaaaka dumna.

IMG_7463 IMG_7484

Za chwilkę będzie nas więcej. Sama jestem ciekawa, czy dzięki temu i mnie będzie więcej tutaj? Zaglądacie jeszcze czasem?

Dobranoc!

Zabić tekstem

Dobra trucizna jest niezauważalna, smakuje albo zdaje się być neutralna, nie budzi podejrzeń. I najważniejsze: nie zabija od razu. Odkłada się w organiźmie i z pełną skutecznością morduje, gdy ofiara jest daleko od nas, więc i my jesteśmy poza podejrzeniami. Tak można truć swoje dzieci, małżonka czy małżonkę, można taki jad sączyć najbliższej rodzinie latami. Jak? Oto przykłady. Czytajcie i uczcie się.. jak nie robić.

Daj, ja to zrobię, bo widzę, że coś Ci nie idzie.

Powyższy tekst należy powtarzać nieustająco przy każdej, nawet najbłahszej czynności. W zasadzie im sprawa jest mniejszej wagi, tym lepiej, pomaga to wtedy utrwalić głęboką „pokorę” w człowieku: wszyscy lepiej niż ja obierają ziemniaki, nie umiem wytrzeć kurzy, nie znam się na kupowaniu pomidorów.

– Przepraszam, mamo.

– Nie przepraszaj! Jakbyś więcej myślał, to nie musiałbyś przepraszać!

Ludziom czasem wydaje się, że można popełnić błąd i przeprosić, a to nieprawda! Należy nie przyjmować przeprosin, podkreślić winę i zaakcentować fakt, że przepraszanie jest tylko dla tych, którzy nie myślą, nie czują, nie rozumieją i w ogóle nie nadają się do życia!

– Przepraszam, nie chciałam!

– Teraz mnie przepraszasz? A co mi po „przepraszam”, jak mnie palec boli?

albo:

– Przepraszam? Za „przepraszam” nic nie kupię.

Każdemu zdarza się stanąć komuś na odcisku, stłuc talerz czy wyrządzić inną, nieodwracalną szkodę. Trzeba ten moment bezwzględnie wykorzystać, podkreślając niemożność pełnego zadośćuczynienia i własną szkodę. Niech ten drugi wie, że jak coś zepsuje, to już na amen. I jeszcze ludzi krzywdzi wkoło siebie. I to jak krzywdzi!

Antek już dorosły, ja martwa

Nie wiem kiedy to się stało. Naprawdę nie wiem. Chwila moment, ledwo się obejrzałam, a on już nabrał tego paskudnego dziecięcego przekonania, które i ja i Ty rościliśmy, że WIEMY. Wiemy wszystko.

Wiemy co należy robić i kiedy, gdzie najlepiej będzie nam się spało i że absolutnie nie w tym czasie, kiedy mamie się wydaje, że to spanie powinno nastąpić, wiemy jak powinno wyglądać nasze życie i działamy bezwzględnie, by doprowadzić do realizacji naszych wizji. Wiemy to wszystko, gdy mamy swoje 3 i 4 lata.

Proces wyrugowywania owych mylnych przekonań z naszych umysłów wdrażają dorośli. Są równie bezwględni, systematyczni i przekonani… o swojej WIEMY. Wielu z nas przeszło ten okrutny proceder wyjaśniania i tłumaczenia nam-dzieciom, że jednak NIC nie wiemy, NIC nie rozumiemiemy, NIE MAMY POJĘCIA o świecie i mamy absolutnie zawsze słuchać „starszych”. Do tego dochodzą kpiny: „a co Ty możesz wiedzieć?” i groźby: „jak się natychmiast nie uspokoisz, nie będzie budyniu na kolację”. Cały proces doroślenia w takim środowisku, przebiega w atmosferze wiecznego udowadniania, że sam fakt bycia rodzicem czy prarodzicem, jakoś magicznie dolewa rozumu, wiedzy, a nade wszystko wszechwiedzy, a Ty to gówno wiesz i tyleż rozumiesz.

Bardzo bym chciała swoje dzieci wychować w przekonaniu, że ich sposób poznawania i widzenia świata jest bardzo ważny i cenny, dla mnie też, że uczą mnie, zwracają uwagę na detale, których ja nie dostrzegam i takie tam.

No ale, jak mój syn, nauczył się, że przez przejście dla pieszych nie chodzi się samemu, że chodzi się na zielonym świetle, że trzeba uważać na samochody i że przez ulicę to tylko z kimś dorosłym za rękę, to ja osobiście umarłam. Umarłam na zawał. On od tej pory, gdy tylko widzi przejście dla pieszych na swojej drodze, biegnie do niego co sił.. by zatrzymąć się na krok przed z uśmiechem na około buzi, że wie, że trzeba stać. A ja widzę tylko to dziecko biegnące wprost pod auta, bo piesi mają światło czerwone…

„Antku, ja wiem, że Ty umiesz grzecznie stać i czekać na mamę i na zielone światło, ale jak tak podbiegasz do przejścia, to mama się bardzo boi, że jakieś auto się pomyli i wjedzie na chodnik do Ciebie, albo że Ty za szybko będziesz biegł i się przewrócisz. Zawsze idź obok mnie, umiesz tak? A jak widzisz światła z daleka, to wołaj: Mamo, uwaga, ulica!” – myślicie, że przyjmie zadanie? Inaczej przy następnym biegu pod koła, by stanąć w ostatniej chwili, zejdę na zawał.

A, najlepszy był komentarz babki (takiej młodej), która ogladała całą scenę i nie próbowała go łapać. Jak już miałam go w jednej ręce i na drugiej ręce Zosię, rzekła z uśmiechem: „Ale dzieci to jest stres, nie?”

Ze dwie godziny może

Zaczepiona dzisiaj na naszym funpage’u, postanowiłam jakoś wytłumaczyć, co to znaczy, że moje dzieci dały mi do wiwatu tym, że były „wyjątkowo marudno-pomysłowo-upierdliwe”. Powstał ciąg myślo-obazów, swobodnie płynący. Im dłużej o nim myślałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że nie umiem inaczej opisywać rzeczywistości codziennych zmagań z maluchami, a i że te opisy nijak się mają do bogactwa wrażeń, obrażeń i uśmiechów, jakie te dzieci mi fundują. Oto rzeka myśli, a może raczej tylko jej malutkie źródełko, bo kto by miał czas na rzeki spisywanie / czytanie: Read more

Home schooling – budowanie relacji społecznych.

Nauczanie domowe wciąż budzi wiele obaw. Jedną z nich jest kwestia nawiązywania relacji społecznych. W czasie naszego czytania, słuchania i myślenia o home schooling doszły do nas takie wieści:

  1. Dzieci Read more